środa, 23 lipca 2014

ciąża


Na samym początku, w pierwszej ciąży chyba jest zawsze tak samo. Od razu coś widać!
Oczywiście w mózgu przyszłej matki. Przed ciążą mój brzuch był przyklejony do kręgosłupa, widać było większość żeber. Kiedy brzuch mi wzdęło dosłownie o kilka centymetrów i odkleił się od kręgosłupa - kupiłam sobie ciążowe ciuchy. Szybko z nich jednak zrezygnowałam chcąc zachować pozory starej figury. Nie udało się. Przytyłam 15 kilogramów, z rozmiaru 34 doszłam do 38. Najgorszym upodleniem jednak był któryśtam z grzechów głównych. Niedawno oglądałam Se7en z Bradem Pittem stąd kojarzę wszystkie. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu. W pierwszym trymestrze byłam gotowa do wszystkiego co istnieje wlać ocet i zjeść nieograniczone ilości pomidorów i czekolady. Plus ocet. Zniknęła ze świata dziewczyna co dziubie jak kretyn każde jedzenie i odstawia połowę. Żarłam jak nie przymierzając pies sąsiadów, który z opowiadań swobodnie mógłby robić za odkurzacz. Ostatnio nawet wzbogacił swój jadłospis o cytrynę. Ja wówczas zubożyłam swój jadłospis i to bardzo. Nic się nie liczyło. Zdrowie, szczęście, studia, rodzina.. NIC. Ocet się liczył.

W drugim trymestrze, na USG tuż po Bożym Narodzeniu lekarz spojrzał się na tego dzieciaka i powiedział, że to dziewczynka. Tego dnia miałam dosłownie wszystko jedno co to będzie, byle okazało się całe i zdrowe. Kiedy spojrzałam na USG z poprzedniej wizyty było to takie oczywiste, że córka. Jakże mogłam tego nie zauważyć. Wpadliśmy z Piotrem na imię już wcześniej. Teraz tylko imię zyskało ciało, które to imię będzie nosić. Alicja miała 4 miesiące do wyjścia, ja tyłam. W trzecim trymestrze moje smukłe stópki zaczęły przypominać coś takiego.. jakby istniała rękawiczka na stopy i ktoś ją nadmuchał. Dłonie wyglądały właśnie tak. Zdjęłam obrączkę i udawałam pannę z dzieckiem. Twarz się zaokrągliła, włosy nie wypadały. W siódmym miesiącu powiedziałam w pracy, że jestem brzemienna. Odebrali mi najfajniejsze zlecenia w terenie, bo z powodu, że zdrowie. W maju zaczęłam się zastanawiać jak to to będzie wyglądać.






piątek, 18 lipca 2014

a jak to się zaczęło

Oglądałam kiedyś taki serial, zupełnie idiotyczny "Kiepscy". Chyba drugi odcinek, 15 lat temu. Było tam coś o Matce Boskiej Kiepskiej i przedstawienie tego całego kultu Matek Boskich Tu-Wpisz-Nazwisko. Bo Matek Boskich jest multum i każda ma własne nazwisko. Częstochowska, Licheńska, Ostrobramska i wiele, wiele innych; a ludzie zabijają się (teraz już tylko w przenośni) o to która lepsza. W Warszawie Matek Boskich Podwórkowych też jest multum. Większość pochodzi z czasów wojny, a konkretnie z Kampanii Wrześniowej i nalotów. Jednych Matka Boska uratowała innych nie. Tam, gdzie bomba nie dosięgnęła kamienicy, tam Matka Boska była skuteczna. Tam, gdzie nie udało się ominąć tragedii - nie została po niej pamięć ani kapliczka. Reasumując: kapliczek z czasów wojny jest teraz tyle, ile "skutecznych" było Matek Boskich. I przy jednej takiej kapliczce, rok i jedenaście dni temu pewien młody człowiek zapytał czy zostanę jego żoną. I zostałam. Ślub wyznaczono na wrzesień. Nie chcieliśmy brać kredytu na 40 baniek i szukać sali w stylu zastaw się, a postaw się. Zaprosiliśmy na to wydarzenie niecałe 50 osób i skończyliśmy zabawę przed dziesiątą wieczorem. 14 września byłam już w trzecim tygodniu ciąży. Dowiedziałam się o tym dwa tygodnie później. 

Nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii :) Pewnego dnia po prostu dostałam powołanie, by zjeść mięso. Zazwyczaj unikam, ale tego dnia to było silniejsze ode mnie. Poszłam więc do apteki, a później w kawiarni, w samym centrum miasta zrobiłam test ciążowy. Siedziałam na tarasie, przy kawie i papierosie i machałam testem jak lakierem do paznokci, który zrobił się nieco zbyt gęsty. Wynik był szokujący. Powtórzyłam test wieczorem. Smsy do przyjaciółek zawierały kilka słów powszechnie uznanych za wulgarne oraz podaną liczbę kresek czyli dwie. Do męża zadzwoniłam. Moment, przecież ja jestem chuda jak patyk i mam bardzo płaski brzuch. Przecież tam nie może być człowiek. A jednak mógł. Rozpoczęła się dość trudna batalia z moimi przyzwyczajeniami, nawykami i nałogiem. Osiem miesięcy życia bez kontroli własnego ciała. 

czwartek, 17 lipca 2014

jest druga w nocy

Jakoś mnie to nie dziwi, że jest druga w nocy, a ja nie śpię i nie zanosi się, że w najbliższej przyszłości to się zmieni. Na kanapie leży prawie pięciokilogramowy bobas, który dopiero co zjadł. Zaraz znów przeniesie się w kierunku złączenia kanapy i obudzi z jękiem, bo utknie jej rączka pod tułowiem. Zrobi się czerwona jak burak. Kiedy przekręcę ją w kierunku kocyka na którym leży, z dala od złączenia - natychmiast zbieleje. Alicja jest nerwowa i niecierpliwa, ale nie chowa urazy. Nie rozpamiętuje krzywd. Zmienisz coś w jej życiu na lepsze - natychmiast promienieje. Ostatnio najczęściej zmieniamy w jej życiu pampersy. Stanowczo na lepsze.

Będzie to blog numer 20 tysięcy 455. A tak naprawdę to nie wiem. Aktualnie prowadzę dwa. Ten będzie osobisty i poświęcony czemuś co przydarzyło mi się 7 tygodni temu, do dzisiaj nie do końca doszłam z tym do ładu i prędko nie dojdę. Zostałam matką. Jeszcze rok temu siedziałam po pas w ziemi, w przerwie paliłam papierosa, a wieczorem piłam piwo ze znajomymi. Nocami siedziałam przed komputerem, a późnymi nocami leżałam na moim mężczyźnie wsłuchując się w buszujące po mieszkaniu dwa koty. Moje życie było moje. Dzisiaj moje życie