Na samym początku, w pierwszej ciąży chyba jest zawsze tak samo. Od razu coś widać!
Oczywiście w mózgu przyszłej matki. Przed ciążą mój brzuch był przyklejony do kręgosłupa, widać było większość żeber. Kiedy brzuch mi wzdęło dosłownie o kilka centymetrów i odkleił się od kręgosłupa - kupiłam sobie ciążowe ciuchy. Szybko z nich jednak zrezygnowałam chcąc zachować pozory starej figury. Nie udało się. Przytyłam 15 kilogramów, z rozmiaru 34 doszłam do 38. Najgorszym upodleniem jednak był któryśtam z grzechów głównych. Niedawno oglądałam Se7en z Bradem Pittem stąd kojarzę wszystkie. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu. W pierwszym trymestrze byłam gotowa do wszystkiego co istnieje wlać ocet i zjeść nieograniczone ilości pomidorów i czekolady. Plus ocet. Zniknęła ze świata dziewczyna co dziubie jak kretyn każde jedzenie i odstawia połowę. Żarłam jak nie przymierzając pies sąsiadów, który z opowiadań swobodnie mógłby robić za odkurzacz. Ostatnio nawet wzbogacił swój jadłospis o cytrynę. Ja wówczas zubożyłam swój jadłospis i to bardzo. Nic się nie liczyło. Zdrowie, szczęście, studia, rodzina.. NIC. Ocet się liczył.
W drugim trymestrze, na USG tuż po Bożym Narodzeniu lekarz spojrzał się na tego dzieciaka i powiedział, że to dziewczynka. Tego dnia miałam dosłownie wszystko jedno co to będzie, byle okazało się całe i zdrowe. Kiedy spojrzałam na USG z poprzedniej wizyty było to takie oczywiste, że córka. Jakże mogłam tego nie zauważyć. Wpadliśmy z Piotrem na imię już wcześniej. Teraz tylko imię zyskało ciało, które to imię będzie nosić. Alicja miała 4 miesiące do wyjścia, ja tyłam. W trzecim trymestrze moje smukłe stópki zaczęły przypominać coś takiego.. jakby istniała rękawiczka na stopy i ktoś ją nadmuchał. Dłonie wyglądały właśnie tak. Zdjęłam obrączkę i udawałam pannę z dzieckiem. Twarz się zaokrągliła, włosy nie wypadały. W siódmym miesiącu powiedziałam w pracy, że jestem brzemienna. Odebrali mi najfajniejsze zlecenia w terenie, bo z powodu, że zdrowie. W maju zaczęłam się zastanawiać jak to to będzie wyglądać.
